poniedziałek, 23 stycznia 2017

O niczym


Jeszcze nie umiem wytrwać w zwątpieniu
Co i rusz wierzę w coś na opak
Klaustrofobicznych konstrukcji tymczasowych sensów
Rozumnie nie rozumiem
I znów wbijam się w przestrzeń bez alternatyw
Głucho szamocząc się w kajdanach rutyny
Dnia codziennego,
jęczącego krwawiącym zmierzchem
O jutro.
 
 

wtorek, 17 stycznia 2017

Tu i teraz


Ponoć trzeba pisać, żeby napisać. Nic prostszego, prawda? A jednak litery stawiane na klawiaturze mają tę obezwładniającą właściwość, że powinny, mogą nieść jakiś sens, o co przecież walczymy? I to przeraża, opcja posiadania sensu i druga – jego braku. Bo cóż wtedy, gdy niepoukładanie myśli sprawia, iż nie potrafimy odnaleźć nic konstruktywnego we własnym wnętrzu? Po cóż nam w takim wypadku cała ta szamotanina, zmagania dnia codziennego, rozpacze, zaniechania, rozterki, chwilowe sukcesy i kilkusekundowe zwycięstwa nad własną kondycją słabej trzciny?
Czas przygniata mnie do ziemi. Tak wiele by się chciało, póki jeszcze go nie brakuje, póki ręce, nogi, wątroba, płuca, jako tako funkcjonują, lecz… no właśnie, zaraz myśl, że tyle już zmarnowaliśmy, że pogrążyliśmy się w tym bezładzie, wypracowując znamienny schemat, który, wiadomo (?), zepchnie nas w czeluść zapomnienia.

 
                Na każdym kroku wątpliwość, wartości podważalne, brak stabilności i podpory. Śmiałam się przecież, jako młoda dziewczyna, z tych wszystkich narzucanych mi insygniów mądrości, wiary, myśląc, że jestem poza schematem, że wypracuję, odnajdę własną drogę, odbiję się od twardego umysłowego gruntu i odkryję nowe orbity prawd. Chyba nie było się od czego odbić, może źle się do tego zabrałam. Nie wiem.
                I nie wiem w co mam wierzyć. Czemu poświęcić ofiarowany mi na tym łez padole czas. Dzień za dniem nawleka się na nitkę przeznaczenia, ale mam wrażenie, że powoli formuje się z niego jeden wielki znak zapytania.
              Słyszę przecież te dyskusje o stanie państwa, zamachach na demokrację, postchrześcijaństwie europejskim, pokoleniu wyblakłych znaczeń, zjadaniu się konsumpcjonizmu. I mam wrażenie, że te chwilowe mody, chwilowe ruchy, są wynikiem takiego samego zagubienia wartości, jakie ja odczuwam. Łapiemy się czegoś, jak tonący brzytwy, nie dlatego, że to do nas przemawia, ale dlatego, że dostrzegamy poruszenie, które, mamy nadzieję, wyrwie nas choć na krótko z wszechogarniającej rozpaczy bezsensu.
          

Być może na pewno...


Kiedyś słowo coś znaczyło. Na pewno. Być może. Być może na pewno. Kiedy to było? Nie pamiętam. Chyba przed moimi narodzinami, nim wykrztusiłam z siebie pierwszy, bezładny potok jęku. Dostałam tylko i aż cały wszechświat znaczeń wykorzenionych, wygnanych z raju, z których budować przyszło misterne konstrukcje złudzeń i chwiejnych, tymczasowych przynależności.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Ludzki wariant


Chaos myśli i emocjonalne niepoukładanie - nie czekam, aż przejdzie, powoli akceptuję jako swoistą właściwość mojej teraźniejszości.

Mam ferie, czyli dużo czasu do obłaskawienia. Znów marzę, by dokopać się do tych pokładów intuicyjnej mądrości, którą przykryłam na czas wyzwań wielką, szczelną kupą - "radzę sobie, wszystko ok, ogarniam". I tak zawieruszyło mi się to i owo, takie niedotykalne, a jednak niezbędne, by łączyć fragmenty ciasnego mikrokosmosu.




Prócz wykonywania poważanego zawodu, który niekiedy sprowadza się do mówienia w klasie do samej siebie (z powodu deficytów uwagi i skupienia), pracowicie przeżyłam przełom roku - robiąc korektę książki dla warszawskiego wydawnictwa. Poszło. Jedno doświadczenie więcej. Są zadowoleni, więc spodziewam się kolejnych zleceń. Dobrze mi z tym, choć ciągle za daleko do poczucia bycia sensownym ludzkim wariantem. Ech, czemu tak trudno mi uwierzyć w siebie?


niedziela, 13 listopada 2016

Pora samostanowienia



Jakoś tak ucichło nieprzyjemnie, pustynnie i wrogo. Włączam radio, by coś jednak gadało do mnie przewidywalnością frazesów. Inaczej rozpłynęłabym się w tej ciszy, utonęła w niej na dobre. Przestraszyłam się, bo nie czas na to, nie czas. Pora solidności, odrobiny samostanowienia.

A ona? Z topieli się wyczołgała na świat - bose stopy oblekła w ciepłe skarpety - toć już się wszyscy dobijają do drzwi, kolej na nią spełniać oczekiwania, zrodziła się z wody, a nurt pochłania, nie daje zaczerpnąć tchu, taki żywioł. I czym słaba, czy nie, biegnę, nie wiem za czym, po co, ku czemu, krztuszę się tym absurdem, choć mnie ciągnie z powrotem, ciągnie tam, gdzie jest nagość i szczerość - taka prawda, o której łatwo zapomnieć, że jest.

Trzecia kawa - byle czuć cierpkość i wibracje krwi, coś czuć.

Choćby mdłości.


sobota, 12 listopada 2016

Kanciasta symetria codzienności


Czego jeszcze mi brakuje? Jest przecież całkiem normalnie - praca w szkole, czyli sytuacje z pogranicza - od entuzjazmu i euforii, do frustracji i "jasna cholera, szlag by to trafił", samochodzik jeszcze jeździ, ale wiem dobrze, że trzeba rozglądać się za czymś nowym, M. ciągle zapracowany, ale już nie czekam, nie muszę, mam przecież swój świat i swoje aspiracje (wreszcie), nie muszę żebrać o uwagę i słowa pocieszenia, alkohol ograniczony do minimum (czyli raz w tygodniu), co nie było wcale takie łatwe (i z czego jestem dumna) - demon okiełznany. Nie brakuje mi niczego, pierwszy raz świadomie nie świętowałam urodzin. A może właśnie świętowałam świadomie, pierwszy raz od lat zachowując tego dnia trzeźwość. Zaczynam sobie ufać, trochę wierzyć, że potrafię. Cieszy mnie to, naprawdę. Przekonuję sama siebie, choć jeszcze nie wierzę, że to ja.

poniedziałek, 17 października 2016

To mówię (nie) ja


Nieproporcjonalnie wiele
Rzeczy nas dotyczy, które mało nas obchodzą
Chyba więcej szczęścia mają
Nie co ci się rodzą, a ci co umierają
Tamci wynaleźli bomby
Ci niezrozumiałe akty prawne
Trudno to wszystko zrozumieć
Trudno w to wszystko uwierzyć naprawdę

To mówię ja do Ciebie
Ja do Ciebie, ja do Ciebie

Wokół tyle jest przestrzeni
Co z tego kiedy ludzi jest za wiele
Jednoznacznie trudno orzec
Którzy to wrogowie, a którzy przyjaciele
Jedni wciąż się uśmiechają
Inni wypytują o rzeczy mało ważne
Trudno to wszystko zrozumieć
Trudno w to wszystko uwierzyć naprawdę

To mówię ja do Ciebie
Ja do Ciebie, ja do Ciebie

Kiedyś kupię nóż
I powyrzynam wszystkich wkoło
Kupię nóż
Zostawię tylko dwoje

Tylko ja i Ty
Ja i Ty,
Tylko ja i Ty

Kiedyś kupię nóż
I powyrzynam wszystkich wkoło
Kupię nóż
Zostawię tylko dwoje

happysad