sobota, 20 sierpnia 2016

Bariera realności


Nic nowego, czas nie zatrzymał się ani na chwilę. Popadanie w marazm nie jest skutecznym sposobem na życie wieczne. Cóż. To już sierpień, miesiąc, gdy romantyczne marzenia, pobudzone promieniami słońca, zaczynają umierać. Nie pierwszy raz.

Utknęłam w świecie serialu sprzed lat. Jest kilka takich historii, które wydają się opowiadać życie. Jestem Jodi, na którą patrzy Matt. W tych czarnych oczach zawarte jest tak wiele. Wiem, że on zawsze jest obok, czuję jego bliskość, silne ramię służące pomocą. Jeszcze nie chcę wypowiedzieć słów, na które czeka. Chcę, by ta chwila trwała.

Jest w nas o tyle więcej przestrzeni niż jedna realność, stanowiąca twardą barierę, poza jaką giną lub realizują się sny.

wtorek, 5 lipca 2016

Szczodrość tego lata


Nie mogę się skupić, lewituję gdzieś w międzyczasie. Nie wiem, co myślę, co czuję, czego chcę. Płowe wrażenia przeciekają mi przez palce. Konkretność pierzchła i zostawiła mnie pełną sprzeczności i rozterek - czyli mnie ze mną. Widocznie codzienne zmagania potrzebne są, by udowadniać swoją przydatność światu, tłumaczyć z istnienia w nim. A tak, trudno pogodzić się z egzystencją bez esencji, jak by powiedzieli egzystencjaliści. Jakie to ludzkie.
 
 

wtorek, 28 czerwca 2016



Pierwsze słowo zawsze jest najtrudniejsze – pomyślała. I zazwyczaj zupełnie nic nie znaczy. Jego sens ukryty jest bardzo głęboko, podskórnie. To taka chwilowe zaczepienie w rzeczywistości, komunikat – hej, jestem tu, próba obleczenia się w jasność dnia, w jego zwyczajne, płaskie kontury. Ale gdzieś tam ciągle tkwi ta pomroka, która nie pozwala wypłynąć na długo. „Zaczerpnąć tchu prostym „dzień dobry”, pamiętać o uśmiechu, bo to oswaja, znów zanurzyć się w sobie. Tak” – instruowała siebie.
- Dzień dobry – powiedziała na próbę. Poranek był rześki i nawet tak bardzo nie przerażał. Usiadła na odrapanej, parkowej ławce, położyła obok chudych kolan swoje książki, zeszyt, długopis i papierosy. Obłaskawiała przestrzeń. Wrogą, jak wszystko inne. Znała to miejsce, była tu wiele razy wcześniej, ale nie było to jej miejsce. W ogóle nie istniało nic takiego, jak „jej miejsce” odkąd nosiła w sobie ten lęk.
- Dzień dobry – spróbowała znowu, już pewniej.
Odwrócił się do niej, poruszając nerwowo wąsem. W jego oczach odbił się blask słońca i zaraz rozpadł się na tysiąc mniejszych kawałków. Źrenice zwężyły się, gdy próbował skupić na niej wzrok, wyglądały zupełnie, jakby wracały z odległych krain, niespiesznie, powoli. Chyba tracił czujność, był stary.
- Mówią na mnie Wrona. Witaj – chciała się uśmiechnąć, ale ten grymas twarzy nigdy jej nie wychodził.
- Chyba nie mówisz do mnie? – odpowiedział w końcu, pełen wątpliwości, i zastrzygł uszami.
- Ależ tak, to znaczy, bardzo przepraszam, że cię zaczepiam, ale widujemy się przecież dość często w tym parku, więc pomyślałam, że przecież możemy porozmawiać – wyjaśniła niepewnie.
- Nie mam w zwyczaju rozmawiać z ludźmi, nie wychodzi mi to zbyt dobrze, nie wiedziałem nawet, że potrafię – stwierdził bez emocji.
- To tak, jak ja. Obserwowałam cię i doszłam do wniosku, że mamy ze sobą wiele wspólnego – oboje unikamy ludzi, mamy swój świat, swoje ścieżki… – zamilkła w pół zdania, tak bardzo chciała wyjaśnić to, czego wyjaśnić się nie dało. I nie było takiej potrzeby – Jesteś bytem kompletnym, nie potrzeba ci słów, sensów, szukania znaczeń i miejsc, tego… czegoś, ale ja…
- Tak, wiem, jesteś człowiekiem – dopowiedział i znów zastrzygł uszami, jakby było to coś niedobrego.
- Jestem człowiekiem… i nie wiem nawet, co to znaczy.
- Właśnie to. To znaczy, że nie wiesz, bo wiedzieć nie możesz, bo jesteś niepełna, rozdwojona i pełna lęku. Mnie to nie dotyczy, nie bierz ze mnie przykładu.
- Gdzie więc mam szukać, jak wypełnić ten brak, który mnie dławi i przygniata swym ciężarem?
- Gdzieś, kiedyś, nawet kilka razy, jeśli będziesz czujna, zdarzy ci się chwila, gdy w lustrze, witrynie sklepowej czy kałuży, odnajdzie na mgnienie swoją drugą połowę. Ona nie istnieje w tym wymiarze, to powinnaś wiedzieć. Dlatego nie odzyskasz jej nigdy na stałe.
- Wiem, zaczynam to rozumieć. Właśnie dlatego przyszłam. To takie trudne – jej ramiona opadły z rezygnacją.
- Jest też inny sposób, dziecinnie łatwy.
- Jaki?
Spojrzał na nią z góry, choć przecież siedział u jej stóp, z innego poziomu, metafizycznego pomiędzy, gdzie te kilka centymetrów nie robiło żadnej różnicy – patrz ludziom w oczy, prosto w oczy, tak mocno i wnikliwie, jak tylko potrafisz. Odnajdziesz w nich kawałek siebie, za każdym razem, nawet, jeśli w niektórych na pozór dostrzeżesz tylko pustkę, to także będzie część ciebie. Zapamiętuj te fragmenty. Nie próbuj ich złapać, ani poukładać, to niemożliwe. Wymkną ci się z rąk. Będą jasne i ciemne, szare i zupełnie przezroczyste, ale właśnie one staną się twoją własnością. Przylgną do skóry, przenikną przez tę cienką powłokę, która oddziela od świata i powoli, stopniowo pozszywają twoje kontury. Kiedyś tu wrócisz, pomarszczona, stara, z posiwiałymi włosami, lecz ze spokojem w sercu. Zbliżając się do kresu swej drogi na tej wielkiej równinie. Wtedy porozmawiamy.
 
 

sobota, 14 maja 2016

Rozterki maja


Dopiero zaczęłam się oswajać z myślą, że spełniam marzenia. Dostałam pracę, w której mogę się realizować. A tu już połowa maja. Bilans? Kilka rzeczy mi się udało, kilka nie. To normalne, nawet dla perfekcjonisty, którym przecież nie jestem. Nie martwię się więc, no, nie bardzo, bo przecież kobiety martwią się zawsze, nawet, gdy zadają sobie sprawę, że nie mają na coś wpływu. Młodzież mi zaufała - że wiem o czym mówię, że chcę coś istotnego przekazać, że jestem im życzliwa. Oczywiście są wyjątki, są przypadki nastawienia "anty", do którego klucza szuka się długo. Chyba nie będę miała czasu na znalezienie go. Nastawiam się na zakończenie przygody, ale mam nadzieję, że... wrócę we wrześniu. Okaże się.

Tyle się zmieniło w nastawieniu do świata młodych ludzi. Pokolenie no-live - podsłyszałam niedawno. Gdy wspomina się swoje dzieciństwo, jak zawsze z czułością, sentymentem i nutką tęsknoty, trudno zrozumieć dzieciaki, które tak beztrosko marnują najpiękniejsze lata na zastępcze, wirtualne wcielenia. Siniaki na kolanach, pierwsze doświadczenia rodzącej się samodzielności, marzenia i gorzkie porażki? Konto na FB, telefony, od których nie można się oderwać, gry komputerowe i totalne zagubienie w świecie. Brak ciekawości poznawania nowych rzeczy, tematów, poglądów, punktów widzenia. Net zwyczajnie zżera im najlepszy okres życia, czas i mózg, używania którego się boją i nie potrzebują. Dopust boży w postaci zaniku wszelkiej elektroniki być może ocaliłby ludzkość przed popadaniem w ten obłęd. Plissss.

niedziela, 10 kwietnia 2016

Spoiwo rzeczywistości


Jeszcze raz zagubiłam się we śnie. Błądziłam po mokrych ulicach nieznanych miast, przestrzeni obcej i trochę wrogiej. Był lekki niepokój, ale nie lęk. Przecież wiedziałam, odczuwałam podskórnie, że wszystko dzieje się po coś. Powód zawsze jest ten sam - poszukiwanie - cel sam w sobie, próby odnalezienia "tego czegoś", niezidentyfikowanego, niewiadomego, przeczuwanego tylko. A tak naprawdę - siebie samej. Skrzyżowania dróg wprowadzały w świat wieloznaczności, jednak ta podzielona płaszczyzna ukrywała sens, spajała każdy najmniejszy element.

 


Musiałam się wreszcie obudzić, żaden sen nie trwa wiecznie. Podróż trwa dalej, a jakże. Szkoda tylko, że rzeczywistość odbiera mi to poczucie sensu. Sens nadal wydaje się zbyt ulotny.

środa, 30 marca 2016

Samotne planety


Po latach wracam do lektury "Małego Księcia". Jesteśmy samotnymi planetami krążącymi po różnych/tych samych orbitach... A jednak dorośli są bardzo dziwni, dziwni i śmieszni... Omijamy się tak skutecznie, to nasz nadrzędny cel. Samotność? Jeśli coś staje się normą, złe jest wszystko inne, obce, nieznane, przerażające. Tak więc samotność jest dobra. Naprawdę.