Dziś
znów mi się przyśniłaś. Taka jak wtedy. Nie potrafię widzieć cię inaczej, choć
zawsze ubieram twe ciało w inny kolor, i mam wrażenie, że tym sposobem mnożę to
spotkanie, uwiarygodniam, dając sobie kolejną szansę na miłość, na czułość,
którą brutalnie wyrwałem z serca tym krótkim wyznaniem, przepowiednią
przyszłych dni: „Odchodzę”. To był listopad, pamiętam. Nazajutrz zrobiło się
zimno. Czasem nie wierzę już, że istnieją inne pory roku. Przeszywają mnie
chłody i pamiętny kontrast tamtego dnia, taki kadr wspomnienia, taki mały,
zasuszony motyl, para na szybie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz